Z natury nie zaczyna się zdania od "więc" dlategoż, wysiliłam się na odrobine oryginalności i zaczęłam inaczej. Kontynuacja story jest napisana i czeka na publikacje. A działo się będzie.
Kim jest profesor Allen i co się stało z teraźniejszą nauczycielką eliksirów?
Czy Rose znajdzie faceta który ją zdefloruje i wyprowadzi z beznadziejności bycia kolejnym dzieckiem rodu Weasleyów i dlaczego będzie taki stary? Czyim prychoterapeutą zostanie Hermiona Weasley? I najważniejsze, co się stało osiem dni po śmierci Voldemorta kiedy Rose i reszta gromadki była tylko nieudolnym planem na nieciekawą przyszłość.
Nastrój:
tagi:
Panna R powraca. Ponieważ mylog'a trafił niechybny
szlag notkę dodaje dopiero teraz. Notkę nudną i cholernie krótką ale show must go on nie? ^^
Bad boys, bad boys,
What You gonna do,
What You gonna do.
When they come for You...
Z pamiętnika Rose Weasley
Naburmuszony czarno włosy chłopak brodził po pas w sadzawce nieopodal chatki gajowego.
- Gdybyś… - Zaczął z pretensją. Dziewczyna klęcząca na brzegu rzuciła mu siatkę do łapania motyli.
- Dalej All! Dalej! – Wychyliła się – To musi gdzieś tu być!
- Gdybyś mi powiedziała, że będę taplał się w bagnie ubrałbym… - Złapał ją nieco niezdarnie potykając się o własne nogi złapał równowagę w momencie, kiedy jego twarz i cuchnącą wodną rzęsę, której natura nie poskąpiła sadzawce dzieliło kilka centymetrów. Delilah zaśmiała się donośnie.
- Nie martw się! Upiorę ci te ubra… au… - Skrzywiła się czując na swojej twarzy cuchnącą zieloną breję.
- Właź tu natychmiast! – Albus zamachał ubrudzoną siatką tuż przed jej nosem.
- Ja? – Spojrzała na niego wyraźnie zmieszana.
- Nie zmuszaj mnie, żebym cię tu wepchnął! Jeśli myślisz, że znalazłaś sobie jelenia to… - Chwile później wypluwał zieloną obrzydliwą papkę, która w większej części dostała się mu do ust. Delilah z podwiniętymi rękami zbliżała się do niego przedzierając przez bajoro.
Chłopak odrzucił siatkę nabierając do rąk cuchnącego błota rzucił w jej stronę trafiając w twarz. Zatrzymała się mrugając z szybkością światła starła ją i tak ubrudzonymi już rękoma pogarszając tylko efekt. Jęknęła rzucając się na niego z mściwym uśmieszkiem zwaliła z nóg. Zawartość zabawki rozbryzgała się na wszystkie strony.
- Lily parasol – Rudo włosa dziewczyna osłoniła brata i jego aparat popielatą parasolką.
- Świetnie… świetnie – James uśmiechał się jak zwykle uroczo przekrzywiając głowę na wszystkie możliwe strony. Rose rozmasowała zdrętwiałe kolana. Zapach wody z sadzawki przyprawiał ją o mdłości. We włosach miała tonę błota liści, robali i Merlin wie, czego jeszcze. Siedzieli w tych krzakach od dziesiątej. Kiedy Delilah i Albus wyszli z zamku, ona, Lily i James leźli za nimi na czworaka okrężną drogą. Jakby nie można było udając turystów iść kulturalnie z gazetą przytkniętą do twarzy parę metrów za nimi. Westchnęła ciężko.
- Weasley chusteczka! – James wyciągnął niedbale rękę uderzając ją przy okazji w twarz. Rose warcząc pod nosem wcisnęła mu ubrudzoną chustkę krzyżując ręce. Lily pisnęła, kiedy jej brat i Mara wynurzyli się z wody. Odchyliła się do tyłu tracąc równowagę spadła na pannę Weasley. Rose zaplątując się we własne włosy runęła do tyłu turlając się z górki. Jej krzyk przerwał kontemplację widoków James’owi i Lily. Także parce w sadzawce. Rose z szybkością wodnej rakietki zaliczyła wszystkie kamienie i pokrzywy na zboczu górki, na której siedzieli. Ciepła czerwona ciecz popłynęła po jej policzkach tworząc uroczy czerwono-brązowy kolorek. Zanim odpłynęła do krainy czerwonych światełek słyszała głos Brooklynn’a, ba widziała nawet jego anielską twarzyczkę. A to, co?! Malfoy! Malfoy?! „Co on tu robi do cholery?! To moja scena śmierci! Niech się wynosi! Chyba, że naprawdę mam trafić do piekła…, Ale czy wtedy widziałabym mojego anioła? Malfoy wynoś się!”
Neveu pochylił się nad Rose. Odgarnął jej włosy z twarzy.
- Ej! – Poklepał ją po policzku – Ej ty! Żyjesz?! Malfoy, co to za jedna? – Spojrzał na wysokiego blondyna obok niego. Scorpius uniósł delikatnie prawa brew pochylając się nad nią lekko.
- To Weasley. – Wydedukował wracając do poprzedniej pozy. – Zaraz przyleci tu pewnie ruda Potter. – Dodał znudzonym tonem przeciągając się lekko.
- Um.. ona krwawi – Wyjął z kieszeni chusteczkę
- Zanieś ją do Pompona. Okrzykną cię bohaterem – Wykrzywił usta w złośliwym uśmieszku.
- Naprawdę? – Brooklynn przeniósł wzrok na Malfoya juniora.
- Teoretycznie i w praktyce.
- Ale jeśli ją ruszę to się ubrudzę! – Wyprostował się odskakując od niej – Ta koszula to czysty jedwab. Plamy po krwi na pewno nie zejdą – Dodał z niesmakiem wykrzywiając się komicznie przeczesał włosy wyćwiczonym ruchem.
- Zostawisz ją? – Blondyn przeniósł wzrok na Rose leżącą w kupce liści.
- A mam inne wyjście? Nawet jej nie znam – Warknął. Wyciągnął lusterko poprawiając w nim włosy – Agrr ty przystojniaku – Błysnął firmowym uśmieszkiem. Scorpius przymknął oczy starając się nie dać porazić ich nienaturalną bielą. – Gdybym nie był sobą… Mógłbym się w sobie zakochać. Wiesz Malfoy, bez obrazy… - Przyjrzał mu się uważnie – Nie masz szans z tą twarzą – Wskazał ostentacyjnie na siebie nawet nie starając się kryć ze swoim wrodzonym narcyzmem. Obrócił się na pięcie odchodząc idiotycznie czystą alejką w stronę zamku. Blondyn westchnął ciężko zwalczając w sobie chęć rzucenia w Neveu Drętwotą spojrzał na nieszczęsną Weasley.
- No… - Uniósł brew – Po tym wezmą mnie żywcem do nieba – Podniósł ją z ziemi podrzucając lekko przerzucił sobie przez ramię. Odszedł wolno w stronę zamku nucąc pod nosem „Żonę dla Śmierciorzercy”.
Albus, James i Delilah usiedli zrezygnowani na kamieniach obok ryczącej jak zepsute radio Lily.
- Aaa…aaa….aaa – Wyjąkała płaczliwie Lily przenosząc zapuchnięte od płaczu oczy na braci
- Czy ja wiem… - Mruknął James – nie możliwe, żeby coś ją zjadło – Mruknął przybierając filozoficzną minę. Lily na powrót zalała się łzami. Delilah trzepnęła James’a w ramię. Ten odsunął się lekko.
- Nie obraź się Mara…, ale śmierdzisz – Mruknął zatykając sobie nos
- Wielkie dzięki Potter. – Wycedziła – Lily… nie płacz – Uśmiechnęła się zachęcająco – Rose na pewno się znajdzie.
- Owszem, złego diabli nie biorą – Jamek parsknął widowiskowo opluwając wszystkich zebranych.
- Nie rycz – Warknął Albus opierając rękę na kolanie – Pociesz się, że nasza kuzyneczka na pewno jest niesmaczna… - Burknął
- Tak, tak! – Delilah klasnęła w ręce –na pewno ma łykowate mięso… znaczy… chciałam powiedzieć… - Lily rozdziawiła usta patrząc na nią.
- Chciałam powiedzieć, że Rose na pewno nic nie zjadło, bo jest niesmaczna… tak? – Albus zakrył jej ręką usta
- Zamilcz kobieto – Broda Lily zadrżała widowiskowo.
- Parasol – Odrzekli jednocześnie zakrywając się przed fontanną łez wydobywająca się z oczu panny Potter.
Nastrój:
tagi: